RSS
 

Dzień nr.2.

15 sty

To dopiero drugi dzień, a ja czuję się dokładnie tak, jak gdybym była na tej cholernej diecie już całe pół roku. Z doświadczenia wiem, że pierwsze dni nie należą do najlepszych, ale chyba nigdy przedtem nie było aż tak źle. Fakt, od niespełna roku nie spożywam mięsa ( nie licząc ryb) a jest to moja pierwsza dieta przeprowadzana w tych nowych dla mnie okolicznościach. No cóż, najwidoczniej przejdzie mi jakoś przetrwać te pierwsze dni i dopiero stopniowo dodawać do tego ćwiczenia, które zamierzałam wykonywać od dnia dzisiejszego. Wsłuchując się we własny organizm, na chwilę dzisiejszą wiem, ze nie podołałabym temu wyzwaniu. Na szczęście nie dręczą mnie wyrzuty sumienia, jakobym cały dzień zalegała przed telewizorem z pilotem w dłoni. Od samego ranka wprowadzałam w życie nowe zasady i zamiast wygodnego sposobu jakim niewątpliwie jest dotransportowanie leniwego tyłka do sklepu, postanowiłam udać się tam pieszo, zaliczając przy tym zdrowy spacer. Nie zniechęcił mnie nawet uparcie sypiący mi w twarz śnieg, a to już naprawdę duży postęp. Po przejściu ok.3 km czuję się spokojnie, a dodając do tego intensywne skłony, przysiady i inne wygibasy jakie zaliczyłam podczas sprzątania domu mogę stwierdzić, że nie jest najgorzej.

Cieszy mnie również fakt, iż nie zjadłam dzisiaj najwięcej – chociaż na widok jedzenia podobno pochłaniam je w sekundę, na co sama nie zwróciłam wcześniej uwagi.

śniadanie: jogurt naturalny z cynamonem + kromka chleba razowego z pasztetem z łososia ( nowy wynalazek, który niesamowicie przypadł mi do gustu)

Obiad: sałatka warzywna z sałaty lodowej, pomidorów, cebuli i sosu czosnkowego na bazie jogurtu naturalnego + dwie pełnoziarniste bułki.

kolacja:  jabłko.

 

Oby tak dalej, a być może gdy dołączę do tego ćwiczenia wszystko powoli zacznie się udawać.

____________________

Aktualizacja: Jednak dałam radę zrobić chociaż te 100 brzuszków.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz